Na polu widać już dynie, a pomidor schodzi z głównego stołu
Jesienny handel warzywami przestawia się z owoców miękkich na to, co leży w skrzynkach dłużej.

Na polu dynie leżą już w rzędach, a na targowisku październik ma swój układ stołów. Pomidory jeszcze są, ale nie trzymają środka alejki. Obok wchodzą dynie, jabłka, kapusta i to, co da się trzymać w chłodzie bez codziennej dostawy.
Dla plantatora to koniec biegu, nie początek święta. Kto sprzedał ogórek w lipcu, teraz liczy skrzynki, które zniosą tydzień na placu. Kto został z towarem miękkim, obniża cenę albo oddaje do przetwórstwa. Dokładnych stawek nie da się tu przepisać, bo różnią się między miastami nawet w jeden poranek.

Kupujący widzi sezon po kolorze, nie po etykiecie. Mniej plastiku z importu na wierzchu, więcej ziemi na korzeniu. To nie jest dowód, że wszystko na stole jest lokalne. Jest dowód, że handel wszedł w tę część roku, w której liczy się trwałość.
Małe targi przy osiedlach zostają otwarte w dotychczasowych godzinach. Zmienia się towar, nie szyld. Warto przyjść przed południem, gdy skrzynki są jeszcze pełne, a nie po samej obietnicy z ulotki.